do tej pory na mysl o tym mam przed oczali zalewajaca sie lzami matke mowica do nas zebysmy spakowali swoje rzeczy i przeniesli sie do szopy, Tata na szybkosci zmontowal jakis parzak do gotowania a my zaczelismy sie powoli urzadzac w naszym nowym lokum, sasiedzi smiali sie z taty, ze nie zyl w zgodzie z duchami starego domu i go stamtad wygonily. Ojciec odparl ze gdyby nie zyl z nimi w zgodzie to juz dawno wszyscy bysmy nie zyli. Potem wszyscy wspolnie uradzili ze trzeba krowa sprzedac i za pieniadze kipic materialy na naprawienie dachu. W prawdzie pieniedzy za jedna stara krowe nie wystarczylo by na wszystko ale Tata poszukal i znalazł kupca ktory sprzedal mu potrzebna materialy w rozsadnych pieniadzacj i w dodatku dogadali sie na splate ratalna i tym oto sposobem przy pomocy sasiadow materialy zostaly zwiezione pod dom i potem wszyscy razem w kolektywie (prawdziwa komuna) przystopilismy do remontu. Efekt byla taki ze juz w listopadzie wprowadzilismy sie do naszego nowego starego domu