z zwenatrz dom wygladal dosc licho zwlaszcza w porownaniu z domami po sasiedzku, dach na malym ganeczku zrobiony byl ze starych desek a okna zaszklona kawalkami zbitych szyb, nowy dach zrobiony byl ze slomy ale mimo to bylismy najszczesliwszymi ludzmi na swiecie, wreszcie mielismy na zime swoj nowy cieply kont. Mama od razu skwitowala to w tak: no coz pomieszamu tu troche a jak staniemy na nogi to postawimy cos wiekszego i wygodniejszego. tej zimy rozpoczolem siódmy rok nedznego zycia, nędznego bo zima okazala sie wyjątkowo nieznośna. Pola nieobrodzily wiec zboza wystarczylo tylko do polowy grudnia, kasa przynoszona do domu przez rodzicow byla tak mizerna ze ledwo na chlep i dlugi wystarczalo. Z tamtego okresu najcieplej wspominam moich sasiadow ktorzy nieraz przynosili nam cos cieplego do zjedzenia, a najlepsze bylo to ze tego rodzaju pomoc w tamtych czasach nie byla nieczym nadzwyczajnym, nalazala do tradyji tej biednej czesci spoleczenistwa